Po co wracać do modelu Portera w B2B
Pytanie, które najczęściej słyszymy od zarządów firm produkcyjnych i usługowych z regionu, brzmi podobnie: „znamy swoich konkurentów, ale nie wiemy, dlaczego marże spadają mimo rosnących przychodów”. Odpowiedź rzadko kryje się w cenniku konkurenta. Znacznie częściej siedzi w strukturze branży: w sile dostawców, w sile odbiorców, w barierach wejścia, które właśnie się zawaliły, albo w produkcie zastępczym, którego nikt nie traktował poważnie.
Właśnie do tego służy model Portera, opisany po raz pierwszy w 1979 roku na łamach Harvard Business Review. Pięć sił Portera to nie narzędzie do wypełnienia slajdu w prezentacji strategicznej. To sposób na uporządkowanie rozmowy o tym, gdzie w łańcuchu wartości faktycznie osadza się zysk i które z tych miejsc są dla nas dostępne. Bez tej diagnozy każda strategia marketingowa B2B opiera się na założeniach, których nikt nie zweryfikował.
Z naszego doświadczenia, po wygenerowaniu dla klientów ponad 160 mln zł zysku, wynika jedno: firmy, które raz w roku robią uczciwą analizę konkurencyjności branży, rzadziej wpadają w pułapkę wojny cenowej. Nie dlatego, że są odważniejsze. Dlatego, że wiedzą, z kim naprawdę konkurują.
Pięć sił, które realnie odbierają marżę
Porter wyróżnił pięć sił kształtujących atrakcyjność branży. Warto czytać je nie jako listę zagrożeń, ale jako listę miejsc, w których pieniądze wypływają z naszej kieszeni.
1. Siła przetargowa dostawców
Kluczowe pytanie: ilu dostawców kluczowego komponentu lub usługi realnie istnieje i jak łatwo ich zmienić? Jeśli komponent pochodzi od jednego producenta, a certyfikacja zajmuje pół roku, dostawca dyktuje warunki. Jeśli mamy trzech porównywalnych, negocjujemy z pozycji siły. W B2B ta siła bywa ukryta: czasem dostawcą jest nie firma, a konkretny specjalista, którego trudno zastąpić.
2. Siła przetargowa nabywców
Im bardziej skoncentrowana grupa odbiorców i im niższy koszt zmiany dostawcy, tym większa presja na ceny. Klient, który kupuje 40% naszej produkcji, ma realną władzę. Klient rozproszony w setkach mniejszych zamówień, przy wysokich kosztach wdrożenia i integracji, jest znacznie mniej groźny. Warto policzyć, jaki procent przychodu pochodzi od trzech największych odbiorców. Ta jedna liczba mówi więcej niż cały dział sprzedaży.
3. Zagrożenie ze strony nowych wejść
Bariery wejścia to nie tylko kapitał. To także certyfikaty, know-how, relacje, kontrakty ramowe, koszty zmiany po stronie klienta. Branża, w której wejście kosztuje kilka milionów i dwa lata formalności, jest strukturalnie bezpieczniejsza niż taka, w której wystarczy strona internetowa i trzech handlowców. Warto zadać pytanie odwrotne: gdybyśmy dziś wchodzili do własnej branży, co by nas zatrzymało?
4. Zagrożenie ze strony substytutów
Substytut to nie ta sama usługa od innej firmy. To inne rozwiązanie tego samego problemu klienta. Dla dostawcy komponentów do maszyn substytutem może być import z Azji, ale też zmiana technologii produkcji u klienta, która eliminuje ten komponent. Dla agencji marketingowej substytutem jest dział marketingu in-house, freelancer, a coraz częściej narzędzie AI obsługujące część zadań. Substytuty rzadko atakują frontalnie. Podgryzają budżet po kawałku.
5. Rywalizacja wśród istniejących graczy
To siła, którą firmy widzą najwyraźniej, bo objawia się w przetargach i ofertach. Liczy się jednak nie liczba konkurentów, a tempo wzrostu rynku, poziom kosztów stałych i zróżnicowanie oferty. Na rynku rosnącym jest miejsce dla wszystkich. Na rynku stojącym konkurencja przenosi się na cenę, a cena zjada marżę.
| Siła | Pytanie diagnostyczne | |
|---|---|---|
| Siła dostawców | Ilu alternatywnych dostawców mamy? | Liczba kwalifikowanych dostawców, czas certyfikacji |
| Siła nabywców | Jak skoncentrowani są odbiorcy? | Udział trzech największych klientów w przychodzie |
| Nowe wejścia | Co zatrzymuje nowego gracza? | Koszt wejścia, wymagane certyfikaty, czas wdrożenia |
| Substytuty | Czym klient zastąpi nasze rozwiązanie? | Odpowiedzi klientów o rozważanych alternatywach |
| Rywalizacja | Jak szybko rośnie rynek? | Tempo wzrostu kategorii, liczba przetargów, poziom kosztów stałych |
Jak przeprowadzić analizę konkurencyjności branży krok po kroku
Poniższy proces sprawdza się w firmach od kilkunastu do kilkuset osób. Nie wymaga zewnętrznego konsultanta ani tygodni pracy. Wymaga natomiast szczerości w ocenach.
Krok 1: zdefiniuj branżę wąsko
„Przemysł” albo „usługi B2B” to za szeroko. Branża to grupa firm, które klient rozważa w jednym koszyku zakupowym. Jeśli klient porównuje nas z dostawcą z zupełnie innej kategorii, to jest właśnie sygnał, że mamy do czynienia z substytutem, a nie z konkurentem.
Krok 2: oceń każdą siłę w skali 1-5
Nie chodzi o precyzję, a o dyscyplinę. Ocena 5 oznacza, że siła jest bardzo wysoka i realnie odbiera nam marżę. Ocena 1, że jesteśmy po bezpiecznej stronie. Warto, żeby oceny robiły osobno: dział sprzedaży, produkcja lub operacje oraz zarząd. Rozbieżności między tymi grupami są najcenniejszym materiałem do rozmowy.
Krok 3: znajdź dowody, nie opinie
Każda ocena powinna mieć uzasadnienie w danych: udział trzech największych klientów w przychodzie, liczba alternatywnych dostawców, czas i koszt wdrożenia nowego klienta, liczba zapytań ofertowych, które przegraliśmy wyłącznie na cenie. Jeśli dowodu nie ma, ocena jest hipotezą i tak trzeba ją oznaczyć.
Krok 4: ustal, które siły są zmienne
Struktura branży zmienia się rzadko, ale pojedyncze siły potrafią się przesunąć w ciągu roku. Wejście nowego gracza, zmiana regulacji, pojawienie się technologii obniżającej barierę wejścia. Warto zaznaczyć, które siły oceniamy jako stabilne, a które jako rosnące.
-
1
Zdefiniuj branżę wąsko
Branża to grupa firm rozważanych przez klienta w jednym koszyku zakupowym.
-
2
Oceń każdą siłę w skali 1-5
Osobno z perspektywy sprzedaży, operacji i zarządu.
-
3
Znajdź dowody, nie opinie
Każda ocena musi mieć uzasadnienie w danych lub być oznaczona jako hipoteza.
-
4
Ustal, które siły są zmienne
Zaznacz siły stabilne i rosnące, przełóż wnioski na decyzje budżetowe.
Od diagnozy do decyzji: co zrobić z wynikami
Analiza, która kończy się na slajdzie, nie ma wartości. Pięć sił Portera przekłada się na konkretne decyzje marketingowe i sprzedażowe. Kilka typowych wniosków:
- Wysoka siła nabywców oznacza, że musimy zbudować koszt zmiany dostawcy. W B2B robi się to integracją procesów, umowami ramowymi, szkoleniami po stronie klienta i budowaniem relacji na wielu poziomach organizacji, nie tylko na poziomie kupca.
- Wysoka siła dostawców to argument za komunikowaniem wartości, a nie ceny. Jeśli nie kontrolujemy kosztu, musimy kontrolować postrzeganą wartość.
- Niskie bariery wejścia to sygnał, że przewaga musi być budowana na marce i relacjach, bo technologia i cena zostaną skopiowane w ciągu kwartałów.
- Rosnące zagrożenie substytutami wymaga pracy nad kategorią, nie nad produktem. Trzeba przekonać rynek, że problem w ogóle warto rozwiązywać naszym typem rozwiązania.
W praktyce te wnioski przekładają się na decyzje o tym, w co inwestujemy w marketingu: w rozpoznawalność, w dowody (case studies, certyfikaty, referencje), w kanały docierające do nowych grup decyzyjnych, czy w obronę obecnych klientów. To jest właśnie moment, w którym analiza konkurencyjności branży przestaje być ćwiczeniem intelektualnym, a staje się podstawą strategii marketingowej B2B.
Strategia w świecie cyfrowym przestała być procesem liniowym i stała się procesem wysoce interaktywnym, osadzonym w kontekście wizji, taktyki i finansów. Mimo to firmy wciąż muszą respektować fundamentalne prawa grawitacji dobrej strategii, w tym określenie, gdzie realnie zarabia się pieniądze (Digital Stractics, rozdz. 8).
To zdanie dobrze podsumowuje rolę modelu Portera. Służy on do ustalenia, gdzie w strukturze branży zarabia się pieniądze i które z tych miejsc są dla nas dostępne.
Najczęstsze błędy przy analizie pięciu sił Portera
W projektach, które prowadziliśmy dla ponad 60 firm z regionu kujawsko-pomorskiego, powtarzają się te same potknięcia.
Analiza robiona raz i odłożona na półkę
Struktura branży zmienia się wolno, ale nie stoi w miejscu. Raz w roku, przy okazji planowania budżetu, warto wrócić do ocen i sprawdzić, które siły się przesunęły. To zajmuje kilka godzin, nie tygodni.
Mylenie konkurenta z substytutem
Firmy często monitorują bezpośrednich rywali, a przegrywają z zupełnie inną kategorią rozwiązania. Warto regularnie pytać klientów, co jeszcze rozważali, zanim wybrali nas. Odpowiedzi bywają zaskakujące.
Oceny robione przez jedną osobę
Perspektywa handlowca, produkcji i zarządu różni się systemowo. Handlowiec widzi siłę nabywców, produkcja widzi siłę dostawców, zarząd widzi rywalizację. Dopiero zestawienie tych trzech obrazów daje pełny obraz.
Brak powiązania z budżetem
Jeśli z analizy wynika, że największym zagrożeniem są substytuty, a cały budżet marketingowy idzie na walkę cenową z bezpośrednimi konkurentami, to analiza nie wpłynęła na decyzje. Warto na końcu zadać pytanie: co konkretnie zmieniamy w planie na najbliższe dwa kwartały.
Pięć sił Portera nie daje gotowej odpowiedzi, co robić. Daje uporządkowany zestaw pytań, na które trzeba odpowiedzieć, zanim wyda się kolejne pieniądze na kampanię. W B2B, gdzie cykle sprzedaży są długie, a koszt błędu wysoki, ta kolejność ma znaczenie.
Źródła
- Michael E. Porter, How Competitive Forces Shape Strategy, Harvard Business Review, 1979
- Digital Stractics, rozdz. 8: Strategy Processes in the World of Stractics, DOI 10.1007/978-1-137-57483-1